W mgnieniu oka wszystko się zmieniło. Ziemia się zatrzęsła i otworzyła pode mną. Usłyszałam krzyk mojej nowej siostry i widziałam, jak próbuje mnie złapać wyciągając za mną rączki, bezskutecznie. Spadałam. Powoli zlatywałam w dół i nikt nie mógł mi pomóc. Korzenie uprzejmie mnie pozdrawiały, gdy je mijałam. Kokardka od mojej sukienki się zahaczyła o jeden z nich, przez co zerwał się kawałek materiału. Zamknęłam oczy, nie chciałam widzieć już więcej. Nie wiem, ile minęło czasu do mojego upadku, ale wiem, że nic mi się nie stało. Wylądowałam na kilku materacach. Leżałam na plecach, ale nie widziałam nieba.
Szłam długim tunelem, w którym nie było żadnego światła, które pomogłoby opanować strach. Nie miałam innego wyboru, musiałam iść. Nie wiem, jak długo mi to zajęło, ale w końcu dotarłam, do drzwi. O dziwo, były otwarte, a za nimi znajdowała się kraina pełna niesamowitych kwiatów pod pokrywą lodową i szklanych stworzeń. Wszystko było delikatne i kruche. Bałam się chodzić i dotykać wszystkiego, co mnie otaczało, ale chyba bardziej bałam się tego, że to tylko sen. Na palcach zagłębiałam się dalej w zimne zakamarki tego świata. Obracałam się, wynajdując coraz więcej zdumiewających zjawisk, których do teraz nie potrafię opisać. Zrobiłam jeszcze jeden obrót, a gdy tylko zawróciłam, zobaczyłam przed sobą uśmiechającego się mężczyznę. Wyciągnął do mnie rękę z pudełkiem pełnym ciastek i zapewnił, że jedyne co mogą mi zrobić, to zasmakować. Miał rację.
Był ubrany w szare spodnie i starą, oblodzoną marynarkę, a pod nią szarą koszulę bez guzików, która kiedyś pewnie była biała. Nosił niebieski szalik i dziurawe, prowizorycznie pozaszywane rękawiczki bez palców, a na stopach miał znoszone buty. Dało się też zauważyć długie skarpetki w błękitno-granatowe paski. Miał delikatne rysy twarzy i białe, długie włosy pod wytartym melonikiem. Wyglądał na dużo starszego ode mnie. Nigdy nie zapomnę naszego pierwszego spotkania. Zdziwiło mnie, że wiedział, kim jestem, ale zaufałam mu. Opowiadał o swoim świecie, kto tu mieszka i co tu się dzieje. Ale najważniejszą informacją były przeprosiny, że w taki sposób mnie do siebie sprowadził:
- Przepraszam, mam nadzieję, że następnym razem nie będziesz musiała się bać. Nie jesteś tu przez przypadek - jesteś tu, bo chciałem cię poznać i powiedzieć, żebyś wiedziała, że to co ci się dzieje, dzieje się nie bez przypadku. Wylądowałaś w nowym domu, bo bliscy chcieli twojego bezpieczeństwa, a nie chce się czegoś ocalić, jeśli się tego nie kocha. Twój pobyt tutaj niestety dobiega już końca, ale mogę ci obiecać, że jeszcze się spotkamy.
Po tych słowach podał mi fiolkę z szafirowym płynem, upewnił mnie, że dzięki temu spokojnie wrócę do domu.
Teraz jest zima. Siedzę w swoim krześle i wparuję się w spadające płatki śniegu. Od tamtego spotkania minęło jakieś siedemdziesiąt lat. W tym czasie spotkaliśmy się jeszcze kilka razy, a za każdymi moimi odwiedzinami tamten świat topniał sprawiając wrażenie piękniejszego - zmieniał się, jeśli ja się zmieniałam, i wierzę, że spotkamy się jeszcze raz.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz