wtorek, 5 maja 2015

Jak ptaki

   Wszystko zaczęło się w lesie. Śpiew ptaków otaczał każde drzewo, lecz tylko na jedno z nich wszystkich świergot wpłynął, aż do korzeni. Drzewo cieszył się z każdej minuty, w której mógł słyszeć muzykę lasu.  Rozkoszował się wszystkimi chwilami, aż go nie ścieli. Z bólem patrzył i słuchał ostatni raz swoich przyjaciół. Jechał godzinami, jako jedyny z lasu i słuchał drażniących dźwięków postaci, która go zabrała od ptaków.
   Gdy dotarli na miejsce, było już ciemno i cicho. Drzewo został zanurzony z wodzie z jakimiś specjalnymi substancjami, płoszącymi wszystkie robaki, które upodobały sobie go na dom. Przynajmniej w tym człowiek mu ulżył. Następnego ranka porywacz starał się osuszyć swoją ofiarę. Gdy drzewo został spreparowany, mężczyzna wziął ostrza, a drzewo usłyszał metaliczny brzęk narzędzi.
   Rzemieślnik odkroił kawałek pnia, ale klon mimo wszystko czuł, jak człowiek go szlifuje. Mijały dni, a z kawałka zostawało coraz mniej. Ostatniego dnia października Jawor poczuł delikatne łaskotanie i coś mokrego. Chwilę potem jakieś nieznane ciało połączono z nim lepką mazią. Był to Świerk, który tak samo jak Jawor, został porwany od swojej miłości, którą była muzyka. Drzewa połączone stały się dziełem, jednakże chwilę po tym pięknym uczuciu zostały spętane sznurkami, sprawiając ból drzewom. Struny były naciągane. Gdy człowiek przestał, odłożył swoje dzieło i pozwolił mu odpocząć od męki.

   Minęły dwa dni, a po pozostałości drzewa przyszedł inny mężczyzna. Dotknął wyrobu, wyciągnął długi pręt i przejechał delikatnie po linach na instrumencie. Drzewa przeszył dreszcz, kolejny i kolejny. Czas się dla nich zatrzymał, a one poczuły mrowienie. Muzyka wyciekała z nich jak woda ze źródełka. Symfonie zatapiały całe pomieszczenie. Jawor i Świerk zapomniały o swojej przeszłości. Wyobraziły sobie swoją wieczną przyszłość. Są narzędziem piękna, skrzypcami. Czują się jak ptaki.