poniedziałek, 1 lutego 2016

Eksperyment

1 luty 2301r.
Dziennik przeżycia - wpis 258.2.

   Nowe stulecie trwa, a ja wciąż tu jestem. Nie wiem, czy jestem sam, czy na Ziemi są też inni ludzie. Czasami słyszę, jak coś nade mną się rusza, ale to pewnie jakieś zwierzę albo burza piaskowa postanowiła zrzucić coś ze schodów. Tak, zgadza się siedzę pod schodami. Pewnie nie raz już to tutaj pisałem, ale wolę napisać jeszcze raz. Dlaczego klitka pod schodami? Już wam mówię, ale muszę cofnąć się pamięcią w czasie o więcej niż 8 miesięcy i 13 dni. Niech to będzie czas, gdy miałem piąte urodziny, czyli dokładnie 11 lat temu.
   Nie będę wam opisywał, jak wyglądała cała impreza, choć łatwo to sobie wyobrazić. Ogródek pełen balonów i członków rodziny, mała górka prezentów, a na środku na stole stoi najsmaczniejszy tort, jaki w życiu jadłem, zrobiony przez moją mamę. Idealny zarys szczęścia, jaki mógł sobie wymarzyć pięciolatek. Niestety, mimo że wszyscy się uśmiechali i śmiali, to w ich oczach był strach. Szczerze, uświadomiłem to sobie ostatnio. Następna sytuacja, patrząc na nią z perspektywy czasu, była jak z filmu. Niebo pociemniało i zaczął wiać zimny wiatr. Pod dom zajechali nowi goście, jak się potem okazało nie dostali zaproszenia. Akurat bawiłem się z berka z kuzynami, kiedy mama mnie złapała i zaprowadziła do ukrytej klitki pod schodami. Objęła mnie, poczułem jej łzy na moim małym ramieniu i powiedziała, że muszę zapamiętać dwie ważne rzeczy: 1. Że mnie kocha, 2. Że to jest to dla mnie najbezpieczniejsze miejsce, jakie mógłbym mieć. Potem mnie poinstruowała, że mam nie wychodzić stąd, dopóki po mnie nie przyjdzie, ale jeśli by się stało tak, że zostałbym tu sam, to mam wyjść dopiero jutro, gdy się obudzę.
   Już wiecie, dlaczego siedzę pod schodami, bywałem tu nie tylko w wypadkach zagrożenia, ale także kiedy potrzebowałem spokoju, to jest mój azyl. Tak też zaczęło się moje prawdziwe życie. Reszta nie jest aż tak ważna, to znaczy jest, ale to dłuższa historia, na którą teraz nie mam czasu. Mogę wam powiedzieć to, czego i tak się domyślacie - mama nie przyszła. Teraz posłuchajcie, dlaczego w ogóle tu jestem. Wsiądźmy z powrotem do machiny czasu i ustawmy datę na 19 maja 2300r., czyli 8 miesięcy i 13 dni wstecz, to jest 258 dni.
   Powiem na samym początku, żeby was nie rozczarować, opis tego może nie zaspokoić waszej ciekawości. ponieważ po 1. niektórych rzeczy nie da się opisać, po 2. jak byście tam byli, też byście nie pamiętali większości spraw. To był ciepły wieczór, więc założyłem krótkie spodenki z hawajskim motywem, czarną bokserkę i japonki. Wychodziłem wtedy na imprezę urodzinową kolegi. Była tam masa ludzi i, nie będę kłamać, hektolitry alkoholu. Nie należę do osób, które piją dużo, stwarzałem tylko pozory. Dostawałem kubek z piwem i miałem go przez cały wieczór, a im bardziej inni się bawili, tym bardziej ja też się bawiłem i nikt nie zwracał uwagi na to, ile wypiłem. Po paru godzinach zabawy upał ustąpił miejsca chłodowi. Wszyscy się schowali do domu, a ja chciałem uciec do swojej klitki pod schodami. Słyszeliśmy, jak morze zaczyna wariować nanosząc góry piasku na plażę. Aż w pewnym momencie wszystko ucichło, a my byliśmy przyklejeni do okna i patrzyliśmy, co się stanie. Nagle na niebie pojawił się wielki błysk, oślepiający, jakby Słońce wybuchło, a potem przysypał nas ogrom piasku.
   Podsumowując, to było okropne. Ale mam wam do wyjaśnienia jeszcze jedną, ostatnią rzecz. Skoro nie było mnie pod schodami, to jak się tu znalazłem? Oni mnie tu wsadzili, ci którzy przyszli na moje piąte urodziny, ci sami, którzy zabrali moją mamę. Nie wiem, czy ktoś oprócz nich to przeżył. Mam wrażenie, że to było zaplanowane. Jestem eksperymentem. Patrzą, co mogło się we mnie zmienić po Świetle, każą mi opisywać każdy dzień, to jak się czuję po lekach i jedzeniu, które mi wrzucają do pokoju, kiedy śpię. Mam tu wbudowane kamery. Wariuję. Nie mogą się dowiedzieć, że to zostało zapisane i że tyle pamiętam. Mam nadzieję, że nie jestem sam. Mam nadzieję, że ta historia pomoże tym, co przyjdą po mnie.