Wszedłem na peron, z każdej strony otaczał mnie zapach papierosów i dym, pochodzący od kolejki. Było tłoczno, każdy się pchał, żeby na pewno zdążyć na swój pociąg. Dzieci i żołnierze, dwa odmienne światy, ale łączy ich jedno, każdy jest z rodzicami i można zauważyć łzy starające się wydostać z oczu. Oprócz mnie. Stoję sam i zastanawia się gdzie iść. W oddali słyszę gwizd kolejki, mam nadzieję, że to ta, która mnie stąd zabierze w odpowiednie miejsce. Wchodzę do pociągu. W środku jest większy smród papierosów, niż na zewnątrz. Wszyscy, którym udało się już wejść starają się dotrzeć do okna, aby pożegnać się z bliskimi. Mnie już nie ma kto żegnać.
Była noc, cicha i piękna jak nigdy. Gwiazdy wychodziły na niebo jedna za drugą, aż całe sklepienie zaczęło błyszczeć, cudownym srebrnym blaskiem. Razem z siostrą wyszedłem na dach poczuć się, jakby nie było wokół nas zła. Oglądaliśmy gwiazdy, dopóki nie poczuliśmy chłodu. Gdy zimno nie dawało już spokoju weszliśmy do domu. Zaprowadziłem siostrę do łóżka i poczekałem aż zaśnie. Mam pokój na samym dole, cicho zszedłem na dół starając się nie budzić rodziców. Zawinąłem się kocem i w mgnieniu oka zasnąłem. Potem za wiele nie pamiętam. Było głośno, to były bomby, spadały na nasz dom i nikt nas nie ostrzegł. Tylko mnie się udało, wyszedłem spod gruzów jedynie z siniakami i otarciami, ale siostry już nigdy nie widziałem. Jedynie w pałacu Wspomnień w moim umyśle i na zdjęciach, które udało się wygrzebać spod ruin domu.
Teraz jestem tu, udało mi się usiąść przy oknie. Słyszę gwizdek konduktora, sygnalizujący gotowość do odjazdu. Mija kilka chwil i kolejka powoli, z hałasem rusza ze stacji. Patrzę na wszystko co mnie mija, co odpływa w przeszłość, do czego nie będę mógł albo do czego nie będę chciał już wracać. Przede mną siedzi młoda kobieta. Widzę, że niedawno płakała, na policzkach ma rozmazane smugi makijażu. Patrzy na swoje odbicie w oknie, a w dłoni trzyma pogięte zdjęcie. Przyglądam się jej z zaciekawieniem, zastanawiam się dlaczego tu jest, dlaczego jedzie w tą stronę co ja, dlaczego ucieka. Łapie mój wzrok. W jej oczach da się zauważyć wiele sprzecznych emocji. Żal i smutek, a zarazem ulgę i szczęście, to wszystko zakrywa poczucie winy. Uśmiecha się do mnie, zgaduję, że chce podnieść siebie na duchu. Robię to samo. Nie znamy swoich historii, ale jednak mam wrażenie się rozumiemy. Ta ulotna chwila pomaga mi zapomnieć o tym, co się teraz dzieje poza pociągiem.
Rozglądam się po przedziale. Jest w odcieniach brązu, fotele są wyłożone czerwoną, już wytartą skórą, która popękała po wielu latach użytkowania. Nad głowami leżą małe walizki, każdy zabrał to, co najpotrzebniejsze. Głowy współpasażerów są opuszczone. Niektórym łzy delikatnie spływają po policzkach, siedzą też tacy, którzy zamykają oczy i próbują zasnąć, inni patrzą na broń, którą trzymają między nogami. Współczuję im. W normalnym świecie mogliby być moimi kolegami z klasy, moglibyśmy się śmiać i wygłupiać, ale normalny świat minął. Patrzę z powrotem prze okno. Widzę pola i łąki, słyszę monotonny stukot kół. Wszechogarniający spokój i ład. Tego miejsca zło jeszcze nie dosięgnęło. Zastanawiam się, czy tak nie mogło być już zawsze, nie rozumiem dlaczego, to co widać za oknem zostało przerwane, wzbiera we mnie złość, ale nie trwa ona długo. Uspokaja mnie widok. W głowię słyszę tylko słowa: "I wtedy mógłbym rzec: trwaj chwilo, o chwilo, jesteś piękną! Czyny dni moich czas przesilą, u wrót wieczności klękną. W przeczuciu szczęścia, w radosnym zachwycie, stanąłem oto już na życia szczycie".

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz