Za górami, za lasami, wsród niezbadanych wód, w miejscu schowanym za
wierzbami mieszkało zwierzę o którym słuch zaginą w czasie. Był to
pegaz. Jego skrzydła często skręcały się z liśćmi płaczącego drzewa.
Czasem na zamieszkiwaną przez istotę polankę, przylatywali w odzwiedziny
jego starsi braci. Przybywali rzadko, co dla Pontosa było wielkim
szczęsciem, ponieważ miał trudności z nawiązywaniem kontaktów z rodziną.
Często, gdy słyszał ich daleki śmiech wzlatywał ku niebu, a następnie
zanurzał się w morzu drzew, potem w jednym ze srebrzystych jezior.
Pegaz mieszkał w krainie blasku. Liczne jeziora i stawy odbijały od siebie każde możliwe światło. Nocą wydawać by się mogło, że świecą, jak żarówka, jednakże tylko łowiły blask gwiazd. Wokół nich rozrastały się kolosalne wierzby z liśćmi, tańczącymi z powiewami wiatru. Nad tym całym krajobrazem wznosiła się polana, porośnięta puszystą, zieloną trawą, na której przeważnie sypiał uskrzydlony koń.
Każdego ranka Pontos przechadzał się po swojej krainie. Orzeźwiał go chłodny wiatr mieszkający między wierzbami. Pewnego dnia napotkał tajemniczą postać. Nieruchoma, prawie przezroczysta leżała nad brzegiem jeziora. Widział, jak stara się dotknąc wody, dlatego użył swojego skrzydła aby ja tam wrzucić. Tego dnia więcej już jej nie zobaczył. Kolejnego poranka przy tym samym jeziorze istota znów dryfowała ale od razu się schowała. Przestraszony pegaz wzleciał w powietrze. by móc ochłonąć.
Wrócił z podróży pod wieczór na to samo miejsce, z którego wyleciał. Rozejrzał się po całym stawie i tuż przy swoich kopytach ujrzał wodnego intruza. Stwór zaczął się usmiechać i powoli oddalać. Pontos dostrzegł, że Meduza zaczyna budzić fale. Jej ciało powoli nabierało różnych delikanych barw i powoli wyłaniało się z wody. Kręciło się i wzlatywało coraz wyżej i wyżej, aż w końcu pękło i przemieniło się w pył, spadający jedynie na pegaza. Koń poczuł ukłucie, zaczął drżeć, próbował uciec, polecieć, lecz mimo wszystkich starań nie udawało mu sie. Padł wycieńczony na ziemię.
Otworzył oczy, a przed nim stali przerażeni bracia. Wypytywali o to, co sie stało, jednakże nie otzymali żadnej odpowiedzi. Obrażeni odlecieli do swojego domu. Pontos szybko udał się do wodnego lustra, aby zobaczyć, czy nic się nie stało. W swoim odbiciu dostrzegł tylko jedną zmianę. W jego oczach było morze, całe były zalane falami, a mimo to widział doskonale. Wszedł do wody, a jego skrzydła przeobraziły się w płetwy. Płynął dalej niż zawsze, widział teraz wszystko, co się znajduje w wodzie, a przed nim otwierały się nowe drogi. Wszystkie stawy i jeziora łączyły się w jedną podwodną krainę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz