wtorek, 7 października 2014

Smocza usypiajka

   Daleko, daleko stąd, w oddaleniu od ludzkiego wszechświata znajdowała się zielona planeta, cała pokryta drzewami i trawami. Wśród nich skrywała się grota zamieszkiwana przez śpiącego smoka. Gadzina tkwiła jakby w uroku. Nie budziła się od wielu lat, trwała w bezruchu tak długo, że zaczęła obrastać mchem. Niekiedy dało się usłyszeć głębszy oddech, który był jedyną oznaką żywotności bestii. 
   Pewnej nocy na leśną planetę spadł z przestworzy meteoryt. Uderzając w powierzchnię zielonego globu wywołał donośny łomot  i obudził smoka. Przerażona gadzina weszła głębiej do jaskini. Minęły godziny zanim się uspokoiła i wyszła na świeże powietrze. Gdy wychyliła głowę, ujrzała puszczański świat, w którym ku niebu wznosiły się drewniane pale obrośnięte zielonymi igłami bądź zielonymi płatkami. Obraz nad nimi został oblany błękitem i oświetlony złotą kulą. Szemrząc uspokajające pieśni rośliny te czasem tańczyły poruszane przez Pana Wiatra.
   Za każdym ruchem smoka odklejały się od niego płaty mchu, pozwalało mu to na większą swobodę. Mógł szybciej się przemieszać i więcej podziwiać. Z chwilą nastania nocy, zalania mrokiem planety i blaskiem bladych ciałek, smok zapragnął ujrzeć więcej wspaniałości. Wraz z pobudką słońca obudziły się jego skrzydła. Wprawione w ruch poniosły go w niezbadany cud. Jego oczom ukazały się najrozmaitsze planety. Jedna z nich była cała oblana wodą, inną natomiast obrastały same kwiaty tworząc obłok słodkiej woni. Latał wśród chmur ciesząc się z wiatru, który otulał jego łuski. Smok marzył i myślał, co jeszcze się skrywa wśród przestworzy. 
   Opadając na swoją planetę i uspokajając skrzydła przespacerował się po niej, aż do własnej jaskini. Podczas krótkiej wędrówki wspominał miniony dzień i porównywał do znanej przestrzeni. W chwili wejścia do groty i położenia się odetchnął z ulgą, że jest już u siebie, jednakże łaknął nowych przeżyć. Był ciekawy tego, co czeka go następnym razem. Jego rozmyślenia zostawały powoli kradzione przez śpiew Drzew, którymi sterował Pan Wiatr. Za każdym razem mistrz podmuchu tworzył nowe melodie i choreografie dla leśnych dam. Tej nocy były to usypiajki prowadzące smoka w świat snów. Następnego dnia firmament nie spotkał się ze gadem. Ten znów zasnął i ponownie zaczął obrastać zieleniną, lecz tym razem był to miękki bluszcz. Dawał on smoczkowi ciepło i więcej snów. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz