wtorek, 9 września 2014

"Od ula do..."

   Gdzieś daleko stąd, na wielkim zielonym, rozłożystym drzewie wisiał ul. Pszczoły pracowały tam dniami i nocami. Wylatywały na łąkę, zapylały wielokolorowe kwiaty i wracały z powrotem. Aby wszystko dobrze działało, dla młodych pszczółek organizowano szkółki tworzenia miodu.
   Zawsze trzeciego dnia wylatywały z ula. Dla uczniów było to coś powalającego, ponieważ po raz pierwszy opuszczają dom. W tym roku, podczas zapylania, do szkoły wróciło trzystu czterdziestu dziewięciu rekrutów. W tak dużej ilości stażystów mona było nie dostrzec, że jeden z nich nie wrócił do ula. Mały żółto- czarny owad, został porwany pięknem świata. Wlatywał coraz wyżej i wyżej, aby móc zobaczyć jeszcze więcej. Skrzydełka poniosły go, aż do chmur. Można powiedzieć, że już w nich pływał. Podleciał jeszcze wyżej. Niebo stało się koloru różowej waty cukrowej, a ziemskiej łąki już nie było widać. Był nowy świat. Pszczółka zwolniła tępo. Leciała, a jej czułki wariowały razem ze skrzydłami. Nie wiedziała gdzie ma lecieć. Pod nią znajdował się wodospad w chłodną wodą, która wpadała do dużego jeziora w którym rodziła się tęcza o kolorach, których nie było dane mieć kwiatom. Jezioro otaczały drzewa, które z czasem malały zamieniając się w krzaki, potem w trawę, która przeradzała się w łąkę z miękkimi, łaskoczącymi topy roślinkami. Od jeziorka, płyną niezauważalny strumień przepoczwarzający się w rzeczkę, nad którą wznosił się marmurowy most. Uroku, romantyczności i koloru nadawały mu wszechobecne motyle. W śród drzew dało się zobaczyć niezamieszkałą norkę. Jednakże nie była ona zupełnie pusta. Pszczółka nie wlatywała do niej, ale udało jej się zobaczyć stare okładki, kartki które pod wpływem lat zaczęły się kruszyć i całe książki, które czekają, które czekają, aż ktoś je otworzy. Pszczółka wzbiła się ponad drzewa. Na horyzoncie mieniła się walka zachodzącego słońca z niebem pełnym gwiazd. Wszystko odbijało się w falującej tafli morza. Nagle do małego zapylacza docierają niezidentyfikowane dźwięki. Ogląda się w każdą możliwą stronę i ujrzała małą estradę. Na której instrumenty grają przepiękne melodie. Zaczęła lecieć w stronę muszli, po drodze mijając rośliny z niespotykanymi owocami.
   Jednak nagle się zatrzymała. Jej uwagę przykuło coś zupełnie odmiennego, skręciła w lewo do małego drewnianego domku, perfekcyjnie wypolerowanego. Podleciała bliżej. Zauważyła, ze drzwi są otwarte na oścież, tak samo ja okna. Zbliżyła się  do jednego z nich. Ujrzała dwójkę ludzi lżących na łóżku, który idealnie komponował się z domem. Był to mężczyzna, który obejmował swoją kobietę i bawił się jej włosami, ona natomiast delikatnie, jakby nieumyślnie rysowała palcem wzory na jego klatce piersiowej. Mimo tego widoku, pszczółka słyszała tylko muzykę.
   W pewnej chwili dziewczyna podniosła się i podbiegła do okna, na którym siedziała przyszła pracownica ula. Owad nie poruszył się, te wszystkie wrażenia z małej mrzonki, nie pozwoliły jej odpowiednio szybko zareagować. Kobieta przykucnęła, wzięła pszczółkę w ręce, uśmiechnęła się łagodnie, jakby od lat nie widziała klującego owada. Pokazała ą swojemu partnerowi, a następnie uniosła ręce, aby pasiastemu żyjątku łatwiej było się wzbić. Stworzonko obejrzało się za siebie i zobaczyło, że za domem stoi kolorowy balon i już wiedziało jak para dostał się na to miejsce. Tak samo jak ona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz